Czy widzieliście kiedyś, aby ktokolwiek ubrany w strój krakowski zdobywał zamek na Wawelu, sprawdzał czy smok wawelski faktycznie zieje ogniem albo uprawiał sukiennicki shopping? A może chociaż „nosicieli” stroju łowickiego dumnie eksplorujących warszawską starówkę? Autorytatywnie spodziewam się odpowiedzi podwójnie przeczącej, a w związku z tym – wedle mojego nieznoszącego sprzeciwu toku rozumowania – wygląda na to, że występy rodzimych zespołów pieśni i tańca to jedne z nielicznych pozamuzealnych okazji do obcowania z polskimi strojami ludowymi. Tymczasem, wprawdzie wciąż na tej samej półkuli, lecz kilka tysięcy kilometrów na wschód od kraju nad Wisłą, tradycyjny ubiór dosięgnął kultury masowej. Zakładanie koreańskiego hanboku, jako specyficzne wydanie cosplayowego rytuału, stało się nieodzownym elementem najpopularniejszych atrakcji w kraju, w tym seulskiego pałacu Gyeongbokgung.
Koreański, czyli niezachodni
Etymologia słowa hanbok skoncentrowana jest wokół koreańsko‑zachodniej dychotomii. Oznaczający „koreański strój” hanbok wyraźnie odcina się od yangboku – „stroju zachodniego”. Podobnie językowe sprawy mają się w przypadku hanoków, czyli tradycyjnych koreańskich domostw.
Mimo zasadzającego się na etymologicznej antynomii odcięcia od wzorców zachodnich, ciężko oczekiwać, że Koreańczycy wymyślili coś innego, aniżeli połączenie bluzki (jeogori) i spódnicy (chima) lub spodni (baji). A jednak hanbok trudno pomylić z T‑shirtem i dżinsami, a jego „nosicieli” nie sposób nie zauważyć, choćby i w najgęstszym turystycznym tłumie.

Bilet wstępu z wypożyczalni
Hanbokowa moda to efekt ostatnich kilkunastu lat, w czasie których przyodziewanie tradycyjnego ubioru stało się atrakcją turystyczną – kolejnym must have na liście koreańskich doświadczeń. Miejsca skupisk turystów zaroiły się więc od wypożyczalni, w których przemili „doradcy wizerunkowi” nie tylko dobiorą odpowiednie elementy garderoby, ale jeszcze pomogą dostosować makijaż i fryzurę do tymczasowego imidżu kurtyzany (gisaeng) czy uczonego konfucjańskiego (seonbi).
Wydatek około 50 złotych na ten niecodzienny wybieg modowy częściowo zwróci się brakiem konieczności kupowania biletu wstępu – „przebierańcy” zwiedzają główny seulski pałac za darmo. Niepodobna przecież, by dworzanie płacili za wejście na swe – niechaj nadchodzące „masło maślane” podkreśli absurd takowej sytuacji – własne włości!
Hanbok nie pyta o wiek
Nawet nie będę próbował udawać, że rewia hanboków nie odciągnęła mojej uwagi od głównej tytularnej nieruchomości, do której postaram się jednak wkrótce wrócić myślami i opisem. Wpierw jednak wzrokowy peryskop wprost nie nadążał namierzać scenek rodzajowych z udziałem poprzebieranych osób. Wśród nich byli zarówno zagraniczni przybysze (między innymi pokaźna grupa turystów z Australii), jak i sami Koreańczycy, co stanowi niewątpliwy dowód zainteresowania własną tradycją.
Niezwykle budujący okazał się ponadto ich repertuar wiekowy – od nastoletnich instagramerek zwiedzających pałacowe dziedzińce w towarzystwie statywów i selfiesticków, aż po urocze wieloletnie małżeństwa, które najprawdopodobniej – zamiast z wypożyczalni – swoje stroje wyciągnęły z własnej szafy. Sprawiały bowiem wrażenie, jakby były ich ślubnymi świadkami, jako że rodzinne uroczystości to jedne z głównych powodów pozaturystycznego zakładania hanboków.
Aj hendsom boi!
A kiedy położony jeszcze przed biletowanym obszarem dziedziniec za pierwszą z pałacowych bram (Gwanghwamun) zamienił się w urządzony z rozmachem pokaz zmiany warty, doprawdy nie wiedziałem, gdzie skierować obiektyw – czy w stronę joseońskich wartowników i wojowników, czy może jednak w kierunku obserwujących widowisko „hanbokistów”.
Później piaszczysty plac zapełniły dodatkowo młodociane sekcje teakwondo, najzwyczajniej w świecie traktujące tę część pałacu jako drogę na skróty i to chyba ich niewyreżyserowane entuzjazm i otwartość najbardziej zapadły mi w pamięć. W szczególności w wykonaniu chłopca, który – zobaczywszy zagranicznego turystę – z rozbrajającą szczerością zadeklamował „aj hendsom boi” (zapis fonetyczny był konieczny, aby uzyskać jak najwierniejszy przekaz, a i tak nie oddał w pełni wdzięku z jakim wybrzmiała ta deklaracja).
Na górze góry, na dole rzeka
Wracając wreszcie do zapomnianego bohatera niniejszego wpisu – pałacu Gyeongbokgung, jego budowa została ukończona w 1395 roku, a więc w czasie debiutu dynastii Joseon. Stanowił główną rezydencją królów po przeniesieniu stolicy z północnokoreańskiego dziś Kaesongu do Hanyangu, jak wtedy określano Seul. Doradczynią do spraw jej lokalizacji była ministra geomancja, podpowiadająca „działkę” na przedgórzu sytuującego się na północy wzniesienia Bugaksan. Od strony południowej w romantyzujące z wiatrem i wodą zasady feng szui wpisał się zaś strumień Cheonggyecheon.
Harmonia z naturą dodatkowo podkreślona została w przydziale funkcji poszczególnym pałacowym pawilonom. Na głównej osi pionowej, której przedłużenie stanowi dzisiejsza ulica Sejonga – ówcześnie Ulica Sześciu Ministerstw – joseońską potęgę manifestowała sala tronowa i siedziba króla. Przyszli dziedzice tronu, podążając za ruchem słońca po widnokręgu, zamieszkiwali zaś na wschodzie, podczas gdy ustępujące pokolenia chyliły się ku zachodowi życia po przeciwnej stronie.

Japończycy po raz pierwszy, Japończycy po raz drugi
Nazwa Gyeongbokgung, w wolnym tłumaczeniu oznaczająca „pałac wielce błogosławiony przez niebiosa”, z perspektywy historycznej nabrała gorzko ironicznego wydźwięku. Ze zniszczeń zadanych najazdami Hideyoshiego w latach 1592‑1598 odbudowano go dopiero po 273 latach – w roku 1867. Rekonstrukcja zakładała wzniesienie około 500 budynków na ponad 40 hektarach, co siłą rzeczy doprowadziło do powstania swoistego miasteczka pałacowego, podkreślającego, jak bardzo odmienne od dość monolitycznych, maksymalnie kilkudziedzińcowych pałaców europejskich są koreańskie odpowiedniki.
Koreańczykom nie dane było jednak nacieszyć się efektami nowej odsłony głównego seulskiego pałacu – japońska okupacja z pierwszej połowy wieku XX doprowadziła do rozbiórki ponad 90 procent jego zabudowań. Również tym razem działania rekonstrukcyjne nie zostały podjęte bezpośrednio po wyprowadzce najeźdźcy. Współczesny wygląd joseońskiej siedziby to efekt procesu rozpoczętego w 1990 roku.

Znajdź 5 różnic między pałacami
Pałac Gyeongbokgung zrobił na mnie duże wrażenie swą odmienną od europejskiej stylistyką, prawdopodobnie dlatego, że była to pierwsza tego typu budowla, jaką odwiedziłem. Później wszystkie kolejno oglądane pałace, zarówno w Seulu, jak i poza stolicą, wydawały mi się identyczne lub przynajmniej łudząco podobne. Tym bardziej więc Gyeongbokgung warto obrać za odnośniki do tych porównań i odwiedzić go w pierwszej kolejności.
Źródła
- Husarski R., Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021
- https://english.visitkorea.or.kr/enu/ATR/SI_EN_3_1_1_1.jsp?cid=264337
- https://english.visitkorea.or.kr/enu/ATR/SI_EN_3_2_1.jsp?cid=292853
- https://hallyuism.com/2021/05/24/japsang-guardian-of-royal-palaces/
- http://koreanchristianity.cdh.ucla.edu/images/stories/geomancy_oh_sanghak_2010_march.pdf
- http://royalpalace.go.kr:8080/html/eng_gbg/data/data_01.jsp

